Dlaczego kocham Włochy?

Tekst pochodzi ze wstępu do przewodnika po Włoszech, wyd. Pascal 2017 r., którego jestem współautorką.

Dlaczego kocham Włochy?

„Włochy to sen, który powraca do końca życia” – w tych kilku słowach Anny Achmatowej zaklęta jest prawdziwa dusza Włoch. A ten, kto chociaż raz znajdzie się po drugiej stronie Alp, tej włoskiej ma się rozumieć, zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. I marzy, by tu wracać. Bezustannie.

Bo Włochy uczą w pełni smakować życie; mnie nauczyły. Przyjechałam na Półwysep Apeniński w 2002 r. i zamieszkałam w Wiecznym Mieście. To właśnie stąd rozpoczęło się moje poznawanie tego kraju, które trwa z nieprzerwanym entuzjazmem do dzisiaj. Smakuję kolejne regiony powoli, dogłębnie, zachłannie i bez ustanku, śniąc mój wciąż powracający włoski sen.

Nie jest bynajmniej przypadkowe to moje nieco „kuchenne” podejście do podróżowania po Włoszech. Bo zanim się zorientowałam, z każdego, nawet najkrótszego wyjazdu, wracałam z jakimś lokalnym specjałem, z ciekawą podróżniczo-kulinarną opowiastką albo przynajmniej z nowym przepisem na kolejny regionalny smakołyk.

I oczywiście, przy każdym powrocie okazywało się, że coraz bardziej kocham Włochy. A oto dlaczego:

ROMA – AMOR

Rzym czytany wspak w oryginalnym włoskim zapisie swojej nazwy, przemienia się w „miłość”. I jak go za to nie pokochać? Serce kraju, miasto-symbol, którego każdy zakątek opowiada dzieje historii, spinając wyimaginowaną klamrą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Wystarczy tylko spacerować, słuchać i patrzeć.

CINQUE MINUTI

Włoskie „pięć minut” trwa wprawdzie nieco dłużej niż w powszechnie przyjętej konwencji, ale czy to od razu źle? Włochy uczą, że nawet tak krótki moment czasu może zmienić jakość każdego dnia. Bo to akurat wystarczająca chwila, by w zabieganiu zatrzymać się na łyk aromatycznego espresso. Tylko tyle i aż tyle.

FINE SETTIMANA

To „koniec tygodnia”, więc zwalniamy! I tak oto w każdy weekend mocno spowalnia wszelka włoska aktywność. Ta sama szalona fala samochodów, która od poniedziałku do piątku ściga się balansując nerwowo pomiędzy czwartym a piątym biegiem, teraz jedzie „na trójce”, bez pośpiechu. Jest czas na „słodkie nicnierobienie”.

BEL PAESE

„Piękny kraj”, tak Włosi nazywają swoją ojczyznę. Jak odmówić im racji – jest tu wszystko o czym można śnić. Życie w krainie „mlekiem i miodem” lub raczej „winem i oliwą” płynącej byłoby jednak nudne, więc włoska rzeczywistość dostarcza urozmaiceń. Gdzieś coś na pewno nie zadziała, ale to taki piękny kraj!

DOLCE VITA

Koncepcja słodkiego życia all’italiana to chyba najciekawszy włoski towar eksportowy. W idealnej postaci występuje jednak tylko we Włoszech; gdy patrząc na zachodzące nad gajem oliwnym słońce delektujemy się smakiem najprostszej pasty z sosem pomidorowym i pełnego czerwonego wina z kantyny u sąsiada.

O’ SOLE MIO

Bez słońca i okularów słonecznych po prostu nie ma Włoch. Wie o tym każdy mieszkaniec włoskiego buta, który w deszczowy poranek wraca do domu po zapomniane etui z tym największym dobrem narodowym. Bo słońce na pewno się pokaże, chociażby na kilka chwil. Trzeba być gotowym. I zawsze optymistą!

Powiedzcie sami, i jak tu nie kochać Włoch?

Co jeszcze sądzę o Włoszech i dlaczego uważam, że włoskość to stan umysłu, przeczytacie tutaj.