Blog posts

Awentyn: wzgórze pogardzone przez bogów

Awentyn: wzgórze pogardzone przez bogów

Włochy, włoskość, podróże

Tak właśnie lubię nazywać moją awentyńską trasę, przygotowując jej poszczególne etapy dla kolejnych miłośników Rzymu, którzy pytają mnie jak nieco inaczej spojrzeć na Wieczne Miasto. Bo spacer na wzgórze Awentyn to zupełnie „inna” rzymska historia.

Awentyn pogardzony

Awentyn to miejsce, w którym Remus na próżno wypatrywał znaku bogów, by właśnie tutaj zbudować Rzym. Ostatecznie zwyciężyła opcja przeciwległego Palatynu i pechowy brat bliźniak przegrał swoją “walkę o rzymski tron”. Początkowo wzgórza nie włączono nawet do miasta, bo uznano że bogowie są dla niego nieprzychylni. To dlatego ma ono nieco odmienną przeszłość, pomimo położenia tuż obok centrum.

Bardzo ciekawa jest historia podjęcia decyzji o miejscu, w którym powstał Rzym. Stało się to w wyniku auspicjum – starożytnego rytuału, którego celem było poznanie woli bogów na podstawie obserwacji lotu drapieżnych ptaków. Romulus czekając na szczycie Palatynu na odpowiedź, czy to dobre miejsce na założenie miasta, dostrzegł dwanaście sępów. Remus z Awentynu doliczył się ich tylko sześciu, co przesądziło jego przegraną. Przychylność bogów była jednoznaczna i skierowała się ku Palatynowi.

Awentyn na uboczu

I tak oto Awentyn pozostał na uboczu. Również przez kilka kolejnych wieków. Podobnie, jak prezentuje się poniekąd i dzisiaj – wystarczy tylko wybrać dobry moment, by tam dotrzeć. Wspinając się na wzgórze wcześnie rano, można poczuć jego magię i mieć je tylko dla siebie. O tej porze nie ma jeszcze chętnych do zaglądania przez dziurkę od klucza  w bramie prowadzącej do siedziby Kawalerów Maltańskich, a z pobliskiego kościoła benedyktynów – Sant’Anselmo – mogą akurat dochodzić melodie chorału gregoriańskiego. Także monumentalne wnętrze bazyliki św. Sabiny będzie jeszcze całkiem puste. Uda się też pewnie popatrzeć w spokoju na tętniące życiem centrum Rzymu, spoglądając nań z wysokości tarasu widokowego w przylegającym do bazyliki Ogrodzie Pomarańczy.

Awentyn jest tak blisko centrum, a jednak na uboczu. Dla mnie to wzgórze niezwykłe, uczące jak ważny jest dystans, który tak często (jeśli nie zawsze) zmienia naszą percepcję.

Wystarczy spojrzeć na Wieczne Miasto z tej właśnie perspektywy i tak charakterystyczny dla Rzymu chaos znika. Zostaje nam za to przed oczami harmonijny obraz metropolii, w której jest to coś, czego nie ma nigdzie indziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *