Blog posts

W drodze do Amalfi

W drodze do Amalfi

Włochy, włoskość, podróże

Chyba nigdy nie zapomnę tego dnia, gdy po raz pierwszy jechałam wzdłuż strada statale 163 z Vietri sul Mare w kierunku Amalfi. Są takie drogi, o których opowiada się znajomym jeszcze przez długi okres po powrocie z wakacji. Droga wzdłuż Wybrzeża Amalfitańskiego należy do ich ścisłej czołówki: nazywana niebieską wstążką (Nastro Azzurro), uznawana jest za jedną z najpiękniejszych włoskich, a nawet światowych tras.

Ponad pięćdziesiąt kilometrów zakrętów i wąskich serpentyn, prześlizgujących tuż obok wyrastających ponad taflą morza stromych klifów dostarczy silnych emocji. Tym większych, im szerszy i wyższy jest środek lokomocji. Pokonując tą trasę autobusem, trzeba nastawić się również, na bywa że głośne, okrzyki przypadkowych współpasażerów.

Raczej nie uspokoi skołatanych nerwów spojrzenie na zrelaksowanego kierowcę, który trzymając jedną ręką kierownicę, bywa, że drugą wystukuje skrupulatnie treść jakiegoś dłuższego smsa. Także wtedy, gdy na horyzoncie pojawia się jadący z naprzeciwka równie duży autobus.

Ruch na strada statale 163 bywa duży, bo gwiazda Amalfi świeci szczególnie jasno na Półwyspie Sorrentyńskim. Na tyle, że każdy chce spojrzeć na własne oczy na mieniącą się najróżniejszymi kolorami fasadę miejscowej katedry. Dla tego niewielkiego miasteczka o mocno zaznaczonych w architekturze wpływach orientu i takim też klimacie, matka natura była niezwykle szczodra: to dlatego krajobraz tutejszego wybrzeża naznaczony klifami, wąwozami i wiszącymi mostami już od 1997 r. figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Przystanek w Amalfi, nawet jeśli w lekkim bądź większym tłoku, jest i tak więcej niż obowiązkowy. Nie musi być długi, wystarczy choć na kilka godzin zatopić się w unikatowej atmosferze spalonej słońcem nadmorskiej Kampanii. Powolny spacer labiryntem wąskich uliczek raz po raz doprowadzających na kolejne małe place, z pyszniącymi się nań zdobnymi fontannami, dostarczy dokładnie takich wrażeń, których wyczekuje się jadąc na południe Włoch. Punktem kulminacyjnym przechadzki niech będzie wizyta w Katedrze św. Andrzeja o mieniącej się najróżniejszymi kolorami fasadzie. A potem zejdźmy z imponujących schodów prowadzących do świątyni i przysiądźmy w którejś z okolicznych kafejek na szczególnie mocne w tym regionie espresso, by w spokoju rozkoszować się jednym z najbardziej pysznych widoków w okolicy.

Fragment tego wpisu ukazał się w przewodniku Włochy, Wydawnictwa Pascal, którego jestem współautorką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *