Blog posts

Dziennik z Antypodów – moja podróż do Australii

Dziennik z Antypodów – moja podróż do Australii

Kulinaria, Poza Włochami

Moja podróż do Australii zaczęła się we Włoszech, a więc jakże inaczej, od kawy. A dokładnie od kawy Illy, chociaż nie o reklamę tu chodzi. Illy piję jednak na tyle rzadko, że to podkreślenie wydaje mi się w tym momencie konieczne. W końcu nie spotyka się jej w aż tak wielu barach Rzymu. Tylko w niektórych – i te zazwyczaj sygnalizują od razu jej obecność, wystawiając na zewnątrz dumny czerwono-biały szyld.

W lotniskowej kafejce zamówiłam moje ulubione marocchino – niby takie espresso, a jednak coś o wiele więcej. To kawa, która kojarzy mi się zawsze z chwilą relaksu, z powolnym ściąganiem łyżeczką białej jak śnieg delikatnej pianki, i zaraz później wychylaniem szybkim ruchem mocnego naparu, czekając na to, co ma jeszcze nadejść najpiękniejszego – chociaż ostatni łyk bywa też naprawdę gorzki. Spód marocchino zaprawiony w bojach barman wyściela bowiem cierpkim kakao, które w niektórych miejscach zastępowane jest płynną słodką czekoladą, psującą oczywiście cały efekt.

Na szczęście w kawiarni na rzymskim lotnisku Fiumicino, w której się zatrzymałam, smak kawy marocchino był bez zarzutu. Piłam ją powoli, przypatrując się jak ładowano bagaże do stojącego dokładnie naprzeciw mojego stolika dreamlinera. Czekający na mnie samolot był tuż obok, i właśnie zaczynała się odprawa jego pasażerów. Przerwa na kawę dobiegła końca.

Lotnisko to jedna z tych “lokalizacji”, w której traci się poczucie przynależności do miejsca i strefy czasowej.

Niby byłam jeszcze w Rzymie, ale właśnie rozlegał się komunikat po chińsku. Następny był po angielsku: ktoś spóźniał się na swój lot i był ponaglany, komuś innemu zgubiło się dziecko.

Ustawiłam się w kolejce. Samolot do Guangzhou był gotowy na przyjęcie na pokład pasażerów. Chiny wydawały mi się w tym momencie tak dalekie, że prawie nieosiągalne. Chociaż za dwanaście godzin miałam się tam znaleźć. Jak dotąd nigdy nie ruszyłam się poza granice Europy. Na pierwszy dalszy wyjazd – łamiący lody – wybrałam podróż do Australii.

I ta podróż właśnie się zaczynała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *