Blog posts

Spojrzeć na Rzym tak po prostu z góry

Spojrzeć na Rzym tak po prostu z góry

Włochy, włoskość, podróże
Są w Rzymie miejsca i widoki oczywiste. Takie, których nie da się pomylić z niczym innym. Jak np. miasto widziane z kopuły Bazyliki św. Piotra – z wysokości 120 m. Na taras widokowy można się dostać po części windą lub pokonując trud wspinania się od samego początku po ponad 550 stopniach. Widzianą stąd panoramę Wiecznego Miasta nie da się porównać z żadną inną.

4Komentarze

  1. Mile Maison
    20 sierpnia 2014 at 2:01 pm
    Odpowiedz

    Pięknie 🙂

  2. Blanka
    20 sierpnia 2014 at 3:02 pm
    Odpowiedz

    Na żywo, oczywiście, jeszcze piękniej 🙂 Pozdrawiam

  3. Jerzy
    9 lipca 2017 at 11:15 pm
    Odpowiedz

    Przeglądałem zdjęcia . Są ….. ulizane , takie jakie widuje się w setkach przewodników . Odbyłem , naście objazdówek po Italji . Polubiłem , i bardzo nawet , ten kraj . Więc cenne są dla mnie informacje takie , że tak powiem , od zaplecza . O tym jak funkcjonuje ten kraj , jego mieszkańcy , prowincja i nie pokazana od święta , w formie zachęty , ciekawostek . Takie powinny być zdjęcia , opowiadania , relacje . Realne i prawdziwe . Znam Italię z literatury , przekazów Polonusów , którzy tam osiedli i innych nacji . Był , onegdaj , w TV , filmowy serial pt. Skarby Toskańji . Czegoś takiego mi trzeba . Reportaży , niekoniecznie o zabytkach , zdjęć niekoniecznie z miejsc topowych ale ….. naturalnych , prawdziwych !

    • Kamila
      10 lipca 2017 at 7:09 am

      Dziękuję za ten komentarz. Jest bardzo interesujący, konstruktywny i mocno po linii z tym, co chodzi mi ostatnio po głowie. Jestem przekonana o wartości pokazywania Włoch „od zaplecza”: to są dopiero historie! Pamiętam wyjazd na sycylijską wyspę Pantellerię kilka lat temu i kolację w jakiejś mocno lokalnej trattorii. Kelner przysiadł się do stolika, sam wypił połowę wina, ale ile w tym czasie opowiedział 🙂 Następnego dnia rano już wiedziałam do którego domu zapukać, by kupić zrobioną dopiero co ricottę z koziego sera przez jedna z mieszkanek wyspy. Żaden sklep, po prostu dom: zapukałam do jednego z okien, otworzyło się i zobaczyłam energiczną starszą panią krzątającą się po kuchni; jej mąż – raczej mocno po 80-tce pił akurat kawę z garnuszka i oglądał telewizję. Powiedziałam po co przyszłam i zaraz przez to samo okno dostałam moją świeżutką porcję sera. Ten sam kelner oczywiście z samego kelnerowania się nie utrzymywał: nad ranem już wracał z połowu i kucharz przyrządzał w tej knajpce akurat to, co udało mu się złowić. Dzięki tej nieoczekiwanie „wspólnej” kolacji wyspa stała mi się prawie domem. Wiem, że to właśnie tego typu historie tworzą prawdziwe Włochy. I sprawiają, że chce się je poznawać bez końca. Raz jeszcze dziękuję, za podzielenie się ze mną refleksją i odczuciami. Pozdrawiam ciepło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *