Blog posts

1. urodziny bloga świętuję wspomnieniem Wulkanu

1. urodziny bloga świętuję wspomnieniem Wulkanu

Włochy, włoskość, podróże

Wierzyć mi się nie chce, ale to święta prawda. Właśnie upływa rok od chwili gdy zaczęłam dzielić się z Wami moimi wrażeniami z podróży po Włoszech. Zaczynając pisanie, nie wiedziałam dokąd mnie ono doprowadzi. Doprowadziło nieoczekiwanie do różnych wyzwań: do dwóch kolejnych przewodników (pierwszy to przedstawiana już wcześniej „Wenecja po drugiej stronie lustra”, natomiast tajemnicę drugiego wyjawię dopiero za kilka miesięcy), a także do opracowania kilku zupełnie dla mnie nowych projektów (w tym również fotograficznych i kulinarnych). Jednak przede wszystkim, podróżowanie wspólnie z Wami Autostradą Słońca pozwoliło mi na poznanie wielu ciekawych osób, których pewnie inaczej bym nie spotkała oraz na odkrycie nowych, fascynujących miejsc. Miejsc takich jak np. Wyspy Eolskie (Isole Eolie) i widoczny tu Wulkan (Isola di Vulcano).

Wyspy Eolskie (Isole Eolie) były scenerią wielu mitów –
trudno się temu dziwić, do dziś zachowały baśniowy wygląd
Wulkan był dla mnie objawieniem, jednym z tych miejsc, do których chce się wracać. Idealnym dla beztroskiego relaksu na łonie bujnej natury, która onieśmiela swoim pięknem. Pobyt na Wulkanie to klasyczna ucieczka od zgiełku cywilizacji, zapomnienie o codziennym zabieganiu. Z nieukrywaną radością odkrywa się tu brak zasięgu nawet w najbardziej nowoczesnym telefonie.
Zatoczki Wulkanu, w których można korzystać z błotnych kąpieli
Wypoczynek na tutejszych plażach jest absolutnie oczyszczający: i to dosłownie! Zarówno dla ciała jak i dla umysłu. W pierwszym przypadku, z powodu istniejących tu naturalnych gorących źródeł siarko-wodorowych, w których można zażywać do woli terapeutycznych kąpieli błotnych. W tym drugim – z racji tego, że na wielu z nich przez cały dzień nie spotyka się po prostu nikogo.
Czarne plaże to charakterystyka wielu wysp Sycylii
Ale i tak najpiękniejszym wspomnieniem jakie zachowałam z Wulkanu było to, gdy bardzo silny wiatr nie pozwalał na odpłynięcie z wyspy i trzeba było czekać dzień lub dwa na połączenie ze stałym lądem… Isola di Vulcano, w chwili gdy jest tak po prostu odcięta od świata, dostarcza wrażeń o jakich czytałam kiedyś z wypiekami na policzkach w morskich opowieściach Josepha Conrada.

3Komentarze

  1. Ewa
    8 czerwca 2013 at 7:35 pm
    Odpowiedz

    Ech, wspomnienia! Isola di Vulcano jedno z moich najpiękniejszych! Wulkan zdobyty w palącym niemiłosiernie słońcu, potem moczenie w siarce i zapach nie do sprania z kostiumu kąpielowego!
    Ech, mogłabym tam czekać na odpłyniecie statku i kilka dni… Też pisałam o Wyspach Liparyjskich na blogu. Moje dwie ulubione wyspy to Sycylia i Cypr.

    Gratuluję blogowej rocznicy i życzę wspaniałych, nowych odkryć :)))

  2. Mażena
    11 czerwca 2013 at 12:38 pm
    Odpowiedz

    Gratuluję! marzę o Sycylii /jak zbudują most z lądu – może wtedy/.
    Pisz, publikuj! Pozdrawiam serdecznie!

  3. Anna
    22 czerwca 2013 at 3:42 pm
    Odpowiedz

    Już mam ochotę tam pojechać!! Piękne zdjęcia. Gratuluję roczku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *